Byliśmy w raju – Wysokie Tatry na Słowacji

27.4.18

Niezależnie od tego czy jesteś fanem plażowania i letnich sportów czy wytrawnym górołazem – Wysokie Tatry na Słowacji zrobią na Tobie ogromne wrażenie. Zwłaszcza fenomenalny widokowo szlak na Sławowski Szczyt (2452 m n.p.m.). Uwaga! Po przeczytaniu tego posta możesz zakochać się w górach!




Plan z grubsza zakładał spędzenie jednego dnia od świtu do zmierzchu na słowackim szlaku. Nocować mieliśmy w namiocie na dziko, ale po polskiej stronie.
Wyruszyliśmy w południe we wtorek (24.04) z Zamościa. Docelowo chcieliśmy dojechać w okolice Piwnicznej – Zdroju i tam poszukać idealnego miejsca na rozbicie obozu. Baza wydawała się idealna, ponieważ stamtąd do granicy mieliśmy około 10 km, a do Starego Smokowca, w którym rozpoczyna się szlak na Sławkowski Szczyt około 70 km. Przejazd samochodem miał nas po prostu nie zmęczyć.




Im bliżej celu byliśmy, tym piękniejsze widoki otwierały się przed nami. Strome podjazdy i serpentyny plus mnóstwo zieleni zafundowały dużo wrażeń estetycznych i przy okazji adrenaliny.
Kiedy z ogromnej góry, zza zakrętu wprost na Ciebie zjeżdża rozpędzony samochód, który prowadzi małolat, a tuż za nim pędzi jego próbujący dorównać mu kolega, zaczynasz się zastanawiać, jak bezmyślni potrafią być kierowcy.
W bliskiej odległości od Piwnicznej-Zdroju wypatrzyłam górkę, która wydawała się super miejscem na nocleg, w dodatku fenomenalnym widokowo. Lokalni mieszkańcy wytłumaczyli nam jak na nią dotrzeć i przy okazji przestrzegli przed grasującymi stadami dzików. Zapowiadało się ciekawie.
W drodze na nasze wzniesienie zatrzymaliśmy się, aby popatrzeć na stado owieczek, które pasły się na zboczu. Klimat jak w „Janosiku”. Mówię Wam. 





Mili Państwo, którzy mieszkali u podnóża naszego miejsca noclegowego, pozwolili zostawić samochód na swoim podwórku, ponieważ bez napędu 4x4 nie mieliśmy szans, aby tam wyjechać.
Zawsze kiedy ktoś będzie mówił o wygodzie i przedstawiał argumenty za tym, że lepiej nocować w hotelach, moją odpowiedzią będą takie zdjęcia. 






Obudziło nas zimno tuż przed świtem i 20 minut przed budzikiem. O dziwo dziki nas nie zjadły, nikt nas nie zabił i nie okradł (chociaż Łukaszowi się to śniło). Bez namysłu wstaliśmy wcześniej, zwinęliśmy obóz i podjechaliśmy na pobliską stację benzynową. Po szybkim śniadaniu ruszyliśmy w stronę naszego celu. 





Słowacja niewiele różni się od Polski. Na pewno podobne są dziury w jezdni i roboty na wielu odcinkach ;) Nasz cel widzieliśmy przez szyby samochodu już od samego wjazdu do południowych sąsiadów. Im było bliżej Starego Smokowca, tym bardziej majestatyczny wydawał się „Sławek”. Według rad górskich blogerów samochód należało zostawić na parkingu obok Grand Hotelu (6 euro za dobę), ponieważ w tym miejscu blisko będziemy mieć do węzła szlaków. Dojechaliśmy.
Spakowaliśmy najważniejsze rzeczy i poszliśmy walczyć z olbrzymią bryłą.





Od samego początku jest mocno pod górę. Szlak ma jedynie 7,5 km w jedną stronę i aż 1,5 km przewyższenia na tymże odcinku. Łatwo zatem wyobrazić sobie jak forsowne jest to podejście.
Początkowy fragment to tradycyjne przebijanie się przez las, w którym jeszcze można uświadczyć cienia, potem już nie ma go nigdzie. Przystanki robiliśmy dosyć często na robienie zdjęć i nagrań.
 
Pierwszym miejscem cisnącym  na usta „wow” jest punkt widokowy „Maksymilianka”, na którym ciężko oderwać wzrok od Łomnicy.




Dalej było już tylko mozolniej i coraz trudniej. W warstwie kosodrzewiny słońce piekło niemiłosiernie. Zbliżaliśmy się do Królewskiego Nosa na wysokości ponad 2200 m n.p.m., a ja coraz bardziej opadałam z sił…





Druga część wpisu pojawi się już niebawem. Znajdą się tam informacje organizacyjne, koszty wyprawy i oczywiście dalsze przygody w drodze na Sławkowski Szczyt.

_______________________________

Jeżeli tekst Ci się podobał i chcesz być na bieżąco z moją blogową twórczością, nie zapomnij znaleźć mnie na FACEBOOKU i INSTAGRAMIE. Będzie mi również bardzo miło, jeżeli udostępnisz post lub go skomentujesz - to dla mnie znak, że doceniasz moją pracę :)

MOGĄ CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ

0 komentarze

OBSERWUJ PRZEZ E-MAIL