Dlaczego nie weszliśmy na Sławkowski Szczyt? + PRAKTYCZNY PRZEWODNIK [ceny, noclegi, jedzenie, transport]

30.4.18

Tak, nie weszliśmy. A wiecie dlaczego? Bo góry, moi drodzy, nie wybaczają błędów. Uczą pokory, odpowiedzialności, rozwagi i rozsądku. Każą czasami schować dumę i ambicję do kieszeni i pokornie zawrócić. 




Skończyliśmy w momencie, kiedy u podnóża Królewskiego Nosa na wysokości ponad 2200 m n.p.m. coraz bardziej zaczęłam opadać z sił. Usiedliśmy na chwilę, aby napić się wody i odpocząć. Pewna myśl już od jakiegoś czasu chodziła mi głowie, ale do tej pory nie chciała przejść przez gardło. Kiedy wreszcie zebrałam się na odwagę wykrztusiłam tylko "Łukasz, ja nie dam rady. Wejść bym mogła, ale trzeba jeszcze bezpiecznie wrócić. Źle oceniłam swoje siły. Zawiodłam sama siebie". Posiedzieliśmy tam jeszcze jakiś czas, liczyłam chyba na cud, ale Łukasz podjął stanowczą i męską decyzję. "Schodzimy bez dyskusji. Bezpieczeństwo na pierwszym miejscu. Sławek nie ucieknie. Nie traktuj tego jak porażki". Ze spuszczoną głową, zawiedziona, ale jednak przekonana, że robimy dobrze, zawróciłam.
Przy takim zmęczeniu, kiedy trzęsą się już nogi, wystarczy jeden błędny krok i lecisz w dół. Przeceniłam swoje siły, a skusiła mnie długość szlaku. "15 km w obie strony? Co to jest?". Nie wzięłam jednak pod uwagę przewyższenia, które wynosi aż 1,5 km - uwierzcie mi, to solidna wyrypa. Musiałam odpuścić. A "Sławka" jeszcze dopadnę! 
Pamiętajcie, zawracanie to nie wstyd. Podjęcie odpowiedzialnej decyzji w górach to trudna, ale piękna i bezcenna sztuka, która niejednokrotnie ratuje życie. 



Praktyczne informacje i koszty

Transport. To on pochłonął największą część budżetu. Zrobiliśmy około 1000 km - tankowaliśmy 2 razy - łącznie 270 zł. Największym atutem tego małego żuczka jest to, że niewiele pali. 

Nocleg. Dwie noce spędziliśmy pod namiotem w pięknych okolicznościach przyrody. Nocne zdjęcia z poprzedniej części pochodzą właśnie z naszego pierwszego miejsca noclegowego, które z całego serca polecam, ale jak będzie trochę cieplej - nas na tej górze niemiłosiernie przewiało. Druga noc była cieplejsza i spokojniejsza w równie pięknym miejscu, z którego podziwialiśmy nieziemski zachód słońca. Obie miejscówki znaleźliśmy w okolicach Piwnicznej-Zdroju - 10 km od granicy ze Słowacją. Zainteresowanym mogę podać współrzędne. 0 zł.


Jedzenie i picie. Jedliśmy tylko to co ze sobą zabraliśmy. Na turystycznej kuchence mogliśmy zagotować wodę i zjeść zupkę chińską, czy napić się ciepłej herbaty. Kupiliśmy tylko suchy prowiant bo nie mamy przenośnej lodówki, ale przez 3 dni spokojnie da się przeżyć na gorących kubkach i kabanosach z pieczywem ;) 60 zł. 



Wjazd na Słowację. Jeśli chodzi o dokumenty wystarczy dowód osobisty i oczywiście prawo jazdy. Słowacka policja ściśle przestrzega przepisów i przekroczenie prędkości nawet o 1 km/h grozi mandatem. Dodatkowo obowiązkowe jest posiadanie "asortymentu" takiego jak w Polsce. Sprawdzane są gaśnica, apteczka, kamizelki odblaskowe oraz linka holownicza.
Jeżeli chcecie dojechać tylko do Starego Smokowca, w którym rozpoczyna się szlak, nie musicie wykupować winiety, ponieważ ten odcinek jest bezpłatny.
My parkowaliśmy na płatnym parkingu za Grand Hotelem, ponieważ węzeł szlaków znajduje się powyżej. 6 euro

Jak się kąpaliśmy? Grzaliśmy wodę za pomocą wyżej wspomnianej kuchenki turystycznej, a potem butelki z wodą robiły za prysznice. Przetestowane! ;) 



Podsumowanie

Trzydniowy pobyt poza domem i jednodniowa wycieczka na Słowację wyniosły nas około 350 zł przy dwóch osobach. To niska cena jak na ilość pięknych wspomnień jaką nam dała. Tyle frajdy już dawno nie mieliśmy! 

_______________________________

Jeżeli tekst Ci się podobał i chcesz być na bieżąco z moją blogową twórczością, nie zapomnij znaleźć mnie na FACEBOOKU i INSTAGRAMIE. Będzie mi również bardzo miło, jeżeli udostępnisz post lub go skomentujesz - to dla mnie znak, że doceniasz moją pracę :)

MOGĄ CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ

0 komentarze

OBSERWUJ PRZEZ E-MAIL