To był dobry rok - podsumowanie 2018

27.12.18

To był rok przełomów i ważnych decyzji, niezaprzeczalnie. Był to także rok wielu wyjazdów, wielu prób i błędów. Chociaż nie zaczął się dla mnie dobrze, to nie żałuję absolutnie niczego co stanęło na mojej drodze.


Styczeń nie zaczął się dla mnie dobrze. Mniej więcej w połowie miesiąca wróciłam do domu z Poznania po kilkumiesięcznej nieobecności. I właściwie nie zależało to ode mnie, ponieważ poniekąd zostałam do tego zmuszona. Życie obróciło mi się do góry nogami, ale dzielnie starałam się stanąć na nogi. Wiedziałam jedno, muszę zacząć szukać pracy...


Luty przywitał mnie kolejnym niepowodzeniem - nieudaną rekrutacją do jednej z linii lotniczych. Niesamowicie mnie to podłamało, ponieważ było to moje ogromne marzenie. Straciłam w siebie zupełnie wiarę, ale dalej dzielnie brnęłam przez życie z uśmiechem i odnawiałam stare znajomości, spotykając się z dawno niewidzianymi przyjaciółmi.


Marzec nieoczekiwanie zaczął się wspaniale! Bo jak tu nie cieszyć się, kiedy poznajesz wspaniałego człowieka, który totalnie odmienia Twoje życie? W marcu też zawitała do nas zima, w mojej miejscowości temperatury dochodziły do -27 stopni. Wielkanoc zapowiadała się „na biało”.


W kwietniu natomiast nieoczekiwanie nadeszło lato! Świętowaliśmy urodziny Łukasza i wyjechaliśmy pod namiot na Słowację. Owocem tej wycieczki był wpis o tym, jak nie zdobyliśmy Sławkowskiego Szczytu 😉 Założyłam również bloga!


Majówka zaczęła się fantastycznie - pod namiotem w Krasnobrodzie. Również wtedy odwiedziliśmy Kraków, Łukasz skoczył na bungee i poszliśmy na mecz Ligi Światowej w siatkówce Polska - Rosja.


1 czerwca miałam wylecieć na 4 miesiące do Hiszpanii, jednak nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji i Hiszpania zamieniła się z Holandią. O tym także powstał wpis na blogu.


Cały lipiec spędziłam na północy Holandii w portowym miasteczku Den Helder. Pracowałam w firmie, która sprzedaje cebulki tulipanów. Bywało ciężko - 6 dni w tygodniu od 7 do 18, ale dzięki tym pieniądzom we wrześniu polecieliśmy na Lanzarote. Trud został odpowiednio wynagrodzony. Podczas jednej z wolnych niedziel wybraliśmy się nawet nad morze.


Sierpień to był miesiąc moich wakacji. Cały ten czas spędziłam w domu, z bliskimi. Powoli również klarowały się plany na wrzesień, które wyglądały imponująco.


We wrześniu czekała mnie solidna próba charakteru w nowej roli. Wyjechałam na Sycylię w ramach pilotażu, który dotychczas wydawał mi się pracą marzeń. Jarałam się jak pochodnia na myśl o tym tygodniu. Jednak zderzenie z rzeczywistością było bardzo brutalne. Nie przypuszczałam, że to tak wyczerpująca fizycznie i psychicznie praca, która bardziej przypomina pracę agenta do zadań specjalnych. Jak nie trudno się domyślić, nie wyjechałam już nigdzie więcej.
Po tych 7 dniach słaniałam się na nogach, więc Łukasz wyjechał po mnie na lotnisko, ponieważ nie byłam w stanie sama prowadzić samochodu. Już dwa dni później ruszaliśmy ponownie na samolot do Warszawy, aby spędzić cudowny tydzień na Wyspach Kanaryjskich. Do tej pory powstały stamtąd 2 wpisy, ale planuję jeszcze jeden.


Październik to był miesiąc, w którym dowiedziałam się bardzo dużo o sobie samej. Intensywnie rozpoczęłam pracę nad charakterem. Poszukiwania prawdy dotyczącej wnętrza i własnego rozwoju trwają do dziś i pochłaniają mnie coraz mocniej. Rozpoczęłam także pracę w Zamościu jako kelnerka, ponieważ pieniądze z Holandii i Sycylii topniały bardzo szybko.


Listopad to dla mnie od zawsze najgorszy miesiąc w roku. Krótkie dni i paskudna pogoda nie zachęcają absolutnie do żadnych aktywności. Nie miałam jednak wiele czasu na utrzymywanie depresyjnego stanu, ponieważ brałam dużo godzin w pracy i nawet nie wiem kiedy listopad się skończył. Rozpoczęłam także przygodę z jogą i medytacją. Za rogiem czaił się grudzień...


Który totalnie zrekompensował wszystkie mniejsze i większe niepowodzenia w tym roku! To był miesiąc pierwszych razów i jednego ogromnego sukcesu, o którym jeszcze nie mogę nic powiedzieć, ale już niebawem się to zmieni. W ramach Mikołajek Łukasz zabrał mnie na masaż gorącymi kamieniami w centrum orientu. To było absolutnie niemożliwe przeżycie! Relaks na najwyższym poziomie! Wyszłam stamtąd jak nowo narodzona.
Spędziliśmy też dwa dni w Zakopanem. I chociaż pogoda wyjątkowo nie dopisała, to udało się zjeść różne pyszności na Krupówkach, przespacerować się do Doliny Strążyska i pójść na basen. Święta minęły magicznie i w gronie najbliższych. Jestem wdzięczna, że mam tak wspaniałą rodzinę, na którą zawsze mogę liczyć. Straciliśmy w tym roku dwie bardzo bliskie osoby, ale wciąż są w naszych sercach, więc można powiedzieć, że wciąż są wśród nas.


Tym wpisem chciałabym zakończyć i podsumować 2018 rok, który był naprawdę dobrym rokiem! Na najbliższy nie zamierzam przygotowywać postanowień, tak jak to było w latach wcześniejszych. Dlaczego? Ponieważ życie wyjątkowo zaskakuje mnie każdego dnia. I wiecie co? Strasznie to lubię. Lubię tę niepewność, podekscytowanie i ciekawość tego co przyniesie jutro. Ja naprawdę kocham swoje życie! Chciałam podziękować Wam wszystkim za to, że się tu pojawiliście, zostaliście i Wasze grono coraz bardziej się powiększa!
Na koniec rok w liczbach: -4 odwiedzone kraje,
-6 lotów samolotem,
-138 osób obserwujących na Instagramie,
-123 osoby lubiące profil Oh my World na Facebooku,
-1032 Czytelników bloga,
-1 chłopak wprost ze snów,
-1 przełomowa decyzja,
-1 największe spełnione marzenie.

Na koniec korzystając z okazji chciałam życzyć Wam w nadchodzącym Nowym Roku tego, o czym od zawsze marzycie. Odwagi do wychodzenia ze strefy komfortu, wielu przełomowych decyzji, zdrowia, które Wam w tym pomoże, miłości, a także aby każdy dzień był totalnie wyjątkowy i pełen szczerych uśmiechów. Wszystkiego dobrego w 2019!

_______________________________


Jeżeli tekst Ci się podobał i chcesz być na bieżąco z moją blogową twórczością, nie zapomnij znaleźć mnie na FACEBOOKU i INSTAGRAMIE. Będzie mi również bardzo miło, jeżeli udostępnisz post lub go skomentujesz - to dla mnie znak, że doceniasz moją pracę i zaangażowanie w tworzone treści :)

MOGĄ CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ

0 komentarze

OBSERWUJ PRZEZ E-MAIL