Pomysł na 2 dni w Zakopanem

12.1.19

Mój plan na 2 dni w Zakopanem był tajny do samego końca. Łukasz nie wiedział gdzie jedziemy, ponieważ taki miałam pomysł na ubiegłoroczne (już!) Mikołajki. Chociaż teraz mnie buja, że nie spodziewał się do ostatniej chwili, to i tak jestem pewna, że podejrzewał co się szykuje ;) 


Plan był na tyle luźny, abym na spokojnie mogła wprowadzać dowolne zmiany bez stresu, ale z grubsza zakładałam jedzonko na Krupówkach (typowo), wjazd na Gubałówkę nocą, wizytę na basenie i krótki szlak przyjemny widokowo. Miałam do dyspozycji 27 godzin w Zakopanem - to i dużo i mało, ale jestem zadowolona z tego wyjazdu bo uważam, że wycisnęliśmy z niego maksa. 


Wyjechaliśmy o 6 spod domu Łukasza i ku jego wielkiemu "zaskoczeniu" o 12 dojechaliśmy do Zakopanego. Samochód zostawiliśmy przy kinie Sokół (6 zł) i zaczęliśmy swój spacer po Krupówkach. Na Lubelszczyźnie w grudniu nie było śniegu, dlatego wielką radość sprawiły nam grube, spadające płatki białego puchu. Pierwsze kroki skierowaliśmy do Karczmy Bacówka, która z zewnątrz bardzo zachęcała do zjedzenia tam czegoś pysznego. W przyzwoitej cenie (około 50 zł) zjedliśmy dwa obiady (ja wybrałam bigos, nie pamiętam co zamówił Łukasz). 


Z najedzonymi brzuchami pojechaliśmy zameldować się do hotelu. Chociaż zwykle tego nie praktykuję, to tym razem zarezerwowałam hotel z trzema gwiazdkami, ponieważ zależało mi na dobrym standardzie i basenie. Nigdy nie pożałuję tej decyzji, ponieważ hotel jest totalnie odjazdowy! Wszystkim, którzy chcą w dobrej cenie spać w cudownych warunkach, mieć dostęp do basenu, sauny, pięknych widoków zza okna, polecam hotel Murowanica, który znajduje się tuż obok wyciągu na Kasprowy Wierch. 

Moja praktyka jogi w sypialni naszego apartamentu 

Następną atrakcją jaką przewidziałam tamtego dnia, był wyjazd na Gubałówkę i kolacja na szczycie w restauracji Po Widoki. Kurzący śnieg na maksa ograniczał widoczność (nie było widać Giewontu), ale i to miało swój urok. Po raz pierwszy poczułam wtedy klimat zbliżających się świąt. Instalacje świetlne, mróz, płatki śniegu we włosach i pyszne grzane piwo - to symbole tamtego wieczoru. 



Po powrocie do hotelu czekała nas jeszcze wizyta na basenie. To był wieczór przełomów, wielkich decyzji i zwiastun zmian nadchodzących w moim życiu. To wtedy nauczyłam się pływać, zmierzyłam się z moimi słabościami i na maksa zmęczona po tych wszystkich przygodach i przeżyciach, po powrocie do pokoju przeczytałam maila o najcudowniejszej treści (o tym będzie inny post). Z emocji nie mogłam usnąć, ale musiałam się do tego zmusić, ponieważ kolejnego dnia ze względu na okno pogodowe i szacowaną dobrą widoczność, musieliśmy wcześnie wstać. 


Około 8 rano wymeldowaliśmy się z hotelu i podjechaliśmy na parking u szczytu Giewontu. Ze względu na małą ilość czasu, wybraliśmy dziecinnie prostą ścieżkę i krótki spacerek do Doliny Strążyska, aby upewnić się, że rycerz śpi nadal i spokojnie wrócić do domu. Byliśmy, widzieliśmy, potwierdzam, że wciąż się nie obudził. Dosłownie po 5 minutach zaczął padać śnieg i nie było już widać nic, więc powoli wróciliśmy do samochodu. Stamtąd obraliśmy kierunek Krupówki i po pysznym obiedzie w Starej Izbie ruszyliśmy do domu. 




To było tylko 27 godzin, w czasie których musieliśmy się jeszcze wyspać. Zrobiliśmy tyle, ile chcieliśmy. Nie liczyłam na to, że ze wszystkim zdążymy, a jednak mimo to się udało. Niespodzianka wyszła, jedzenie było wyśmienite, widoki trochę mniej ze względu na padający śnieg i słabą widoczność, ale i tak było magicznie. 

Czekam z niecierpliwością do lata bo chciałabym wybrać się na szlak. Góry wzywają i tęskno już!


_______________________________


Jeżeli tekst Ci się podobał i chcesz być na bieżąco z moją blogową twórczością, nie zapomnij znaleźć mnie na FACEBOOKU i INSTAGRAMIE. Będzie mi również bardzo miło, jeżeli udostępnisz post lub go skomentujesz - to dla mnie znak, że doceniasz moją pracę i zaangażowanie w tworzone treści :)


MOGĄ CI SIĘ RÓWNIEŻ SPODOBAĆ

0 komentarze

OBSERWUJ PRZEZ E-MAIL